Izba Pamięci Męczenników

logo izby Męczenników

Izba Pamięci Męczenników

…za szczególną powinność naszego pokolenia w Kościele uważam zebranie wszystkich świadectw o tych, którzy dali życie za Chrystusa…są to często męczennicy nieznani, jak gdyby żołnierze wielkiej sprawy Bożej…

                                                                                                        Jan Paweł II 

Bydgoszcz 7 czerwiec 1999 r.

Męczennicy z Fordonu

Ksiądz dziekan Henryk Szuman, ksiądz infułat Józef Szydzik – proboszcz parafii pw. św. Mikołaja w Fordonie i ksiądz wikariusz Hubert Raszkowski – co połączyło ich drogi życiowe, drogi kapłańskie? Miejsce na ziemi – Fordon i największa z ofiar – ofiara życia.

Fordon w czasie II wojny światowej stanowi ważny punkt strategiczny, ze względu na położenie przy moście kolejowo-drogowym na Wiśle. Most ten był szczególnie chroniony, ale jednocześnie przygotowany do wysadzenia, tak aby w przypadku wojny uniemożliwić wrogowi dokonanie przeprawy na drugą stronę Wisły. 2 września do Fordonu dociera wojna. Niemieckie lotnictwo dokonuje nalotów na różne jednostki Armii „Pomorze” oraz miasta: Bydgoszcz, Fordon i Toruń. Podczas nalotów zostaje wysadzony w powietrze most na Wiśle – uszkodzeniu uległo jedno z przęseł, co uniemożliwia przeprawę wycofującym się jednostkom polskim.  Od pierwszych dni w Fordonie tworzony jest ruch oporu. Burmistrz Wacław Wawrzyniak powołuje do życia tzw. “Samoobronę Obywatelską”, składającą się z trzech oddziałów, każdy liczący kilkanaście osób pod komendą Edwarda Grelewicza, Bronisława Mroczyńskiego i Franciszka Demskiego. Pierwsze dni okupacji nie wskazywały, że nadchodzi czas terroru i mordu na ludności cywilnej. Jednak decyzją Himmlera, pomiędzy 8 a 10 września 1939 r. została powołana „Selbstschutz”, instytucja która jak się okazało przeznaczona była do zwalczania ludności polskiej poprzez internowanie i likwidowanie polskich przywódców intelektualnych. Jeden z plutonów „Selbstschutz” stacjonował w Fordonie.

Ksiądz prałat Henryk Szuman – proboszcz parafii pw. św. Wojciecha w Starogardzie

Ksiądz prałat Henryk Szuman
Ksiądz prałat Henryk Szuman

W dniu 6 września 1939 roku ksiądz Henryk Szuman opuszcza swoją parafię w Starogardzie pw. św. Wojciecha przymuszony przez niemieckiego okupanta. Udaje się do swojego nauczyciela i przyjaciela ks. infułata Józefa Szydzika – proboszcza parafii pw. św. Mikołaja w Fordonie. Co łączyło tych księży? Podobne zainteresowania i pasja naukowo-wydawnicza. Głęboki patriotyzm, wyrażający się działalnością społeczną i polityczną. W okresie, gdy ksiądz Szydzik był proboszczem w Wielu i z pasją budował słynną Kalwarię Kaszubską, to ksiądz Szuman pełnił obowiązki wikariusza. W 1924 roku ksiądz Szydzik objął probostwo nad katedrą w Chełmży. Ksiądz Szuman zostaje natomiast mianowany proboszczem w pobliskiej Nawrze. Łączy ich wspólna działalność naukowa w Toruńskim Towarzystwie Naukowym.

Gdy ksiądz Szydzik obejmuje parafię pw. św. Mikołaja w Fordonie (4.12.1938), ks. Szuman odwiedza swojego przyjaciela. Niestety nie zastaje go na plebanii, gdyż 20 września 1939 r. dwaj księża z fordońskiej plebanii: ksiądz Szydzik oraz ksiądz Ambroży Dykiert, wraz z dwoma siostrami ks. proboszcza: Bronisławą i siostrą zakonną, przełożoną Sióstr Zmartwychwstanek w Brusach  zostali aresztowani przez Niemców i wywiezieni do koszar artyleryjskich na ulicę Gdańską. Ksiądz Szuman zastał na plebanii tylko najmłodszego z wikariuszy – księdza Huberta Raszkowskiego – przybyłego do Fordonu w dniu 15.5.1937 r. Ksiądz prałat podjął się posługi duchowej w kościele i administracji nad opuszczoną parafią. Trwało to jednak bardzo krótko. W dniu 2 października przed godz. 11:00 przysłano po księdza prałata kilku żołnierzy SS. Przebywającemu w kościele księdzu nakazano brutalnie przerwać modlitwę, wstać z klęcznika i udać się z nimi. Ksiądz prałat ubrany był w sutannę i komżę.

Po drodze z plebanii zabrano również księdza wikariusza Huberta Raszkowskiego i razem osadzono ich w areszcie miejskim przy ul. Szpitalnej (dziś Pielęgniarska). Do aresztu doprowadzono również aresztowanych innych mieszkańców Fordonu. W dniu 2 października 1939 roku w późnych godzinach popołudniowych na rynku w Fordonie, oddziały „Selbstschutz” zgromadziły okolicznych mieszkańców.

Z aresztu przed kościół pw. św. Mikołaja Niemcy przywieźli księdza Antoniego Szumana, księdza wikariusza Huberta Raszkowskiego oraz 6 innych mieszkańców Fordonu: Wacława Wawrzyniaka – burmistrza Fordonu, Benona Kaszewskiego – drogerzystę, Albina Piotrowskiego – gimnazjalistę, Waldemara Podgórskiego – mistrza rzeźnickiego, Stefana Zalesiaka – maszynistę oraz Polikarpa Ziółkowskiego– właściciela przetwórni. Pomiędzy godziną 16:00 a 17:00 rozstrzelali ich przed kościołem. Jedną ze zgromadzonych osób była pani Rozalia Falkowska – żona organisty, która tak zapamiętała te wydarzenia: „Po wkroczeniu w szeregi aresztowanych przed frontem, ksiądz Szuman udzielił im błogosławieństwa i zdążył wznieść okrzyk: „Niech żyje Chrystus. Niech żyje Polska”. Potem padły strzały”. Słowa te zapadły uczestnikom tych wydarzeń głęboko w sercach.

 
Fordońscy męczennicy
Fordońscy męczennicy

Po zakończeniu, dowodzący akcją oficer, podszedł do każdej ofiary i oddawał strzał w głowę, upewniając się, że nie żyje. Pod wieczór ciała rozstrzelanych złożono na platformie konnej, przewieziono pod cmentarz i pogrzebano we wspólnej mogile. Mieszkańcy Fordonu mówili, że w miejscu, w którym upadło ciało ks. Szumana pozostały trwałe ślady krwi. Trudno je było usunąć. Przez jakiś czas płyty i bruk polewano wodą, posypywano piaskiem, a nawet wapnem. Wszystkie te działania były bezskuteczne. Po każdym deszczu plamy przybierały intensywną brunatną barwę.

Dla mieszkańców Fordonu miejsce to stało się niemal święte. Było symbolem polskiej nieśmiertelności, nadzieją na przetrwanie hitlerowskiej zagłady. Niemcy natomiast podjęli się obserwacji miejsca. Weronika Nowicka (świadek wydarzeń) opowiadała, że zainteresowanie znakami śladów zbrodni przed kościołem denerwowało Niemców. Gdy nie mogli zetrzeć plam, postanowili wymienić płyty i część kamieni z bruku. Przejście zagrodzono. Kościół zamknięto. Nie zatarto natomiast śladów po pociskach na murze. Pozostały tam do dzisiaj.

W dniu 29 kwietnia 1947 roku została przeprowadzona ekshumacja zwłok i identyfikacja. Ciało księdza Szumana rozpoznano po sutannie i komży. Zgodnie z wolą zmarłego, rodziny i wspólnoty parafialnej – trumnę ze szczątkami przewieziono w asyście delegacji kapłanów i wiernych do Starogardu.

Ksiądz prałat Antoni Henryk Szuman to szczególna postać. Urodził się 13 czerwca 1882 r. w Toruniu, w rodzinie znanego lekarza i społecznika. Podczas nauki w Klasycznym Gimnazjum w Toruniu, w czasach zaboru pruskiego, przewodniczący tajnej polskiej organizacji samokształceniowej Filomaci Pomorscy (18961900).

Po dekonspiracji sądzony w tzw. procesie toruńskim 912 września 1901 roku przez Niemców. Prawdopodobnie skazany na kilka tygodni więzienia i wydalony ze szkoły. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1908 r. po ukończeniu Seminarium Duchownego w Pelplinie. Dalsze studia kontynuował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Wikariaty odbywał w Brodnicy, Wielu.

Był proboszczem w Nawrze koło Chełmży i Starogardzie. Ceniono księdza Szumana, jako ideowego kapłana, wywierającego duży wpływ na otoczenie i wzbudzał zainteresowanie głębią swoich myśli i trafnymi spostrzeżeniami. I wtedy kiedy organizował kolonie i obozy dla dzieci nad morzem, gdy przewodził organizacjom młodzieżowym i wtedy gdy uczestniczył w Kongresie Międzynarodowym w Holandii. Z dużym wysiłkiem parafian wybudował w latach 1934-1939 kościół pw. św. Wojciecha. Znana jest także działalność wydawnicza księdza. Należał do aktywnych członków Toruńskiego Towarzystwa Naukowego. Był skromnym duchownym, skupionym na modlitwie i służbie Bogu. W uznaniu jego zasług Pius XI mianował go prałatem, zaś rząd polski wyróżnił Orderem „Polonia Restituta”. Ksiądz Szuman jest jednym ze 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny drugiej grupy męczenników z okresu II wojny światowej.

Ksiądz infułat Józef Szydzik – proboszcz parafii pw. św. Mikołaja w Fordonie 

Ksiądz infułat Józef Szydzik
Ksiądz infułat Józef Szydzik

Dlaczego ksiądz Henryk Szuman nie spotkał swojego przyjaciela księdza infułata Józefa Szydzika po przyjeździe na początku września 1939 roku do Fordonu?

Otóż zgodnie z wcześniej przedstawionymi informacjami ksiądz Szydzik proboszcz parafii pw. św. Mikołaja w Fordonie, 20 września 1939 r. wraz z księdzem Ambrożym Dykiertem, oraz dwoma siostrami księdza proboszcza: Bronisławą i siostrą zakonną, przełożoną Sióstr Zmartwychwstanek w Brusach zostali aresztowani i wywiezieni do koszar artyleryjskich na ulicę Gdańską. W nieodległym czasie zostali on straceni. Historycy podają dwie daty śmierci księdza infułata – 20 września lub 27 września 1939 roku. Nie podaje się miejsca stracenia i pochowania.

Pan Leon Szczygielski, osadzonym także w koszarach, oświadczył, że: „Ksiądz infułat przybył około 20 września, w ubraniu, z walizeczką, w której znajdował się modlitewnik, stuła i koloratka oraz trochę żywności. Umieszczony został w jednym z pawilonów przeznaczonym dla Polaków.

Po pewnym czasie (w początkach października) zakwalifikowany został do grupy Polaków wymagających szczególnego nadzoru i umieszczony w piwnicy budynku administracyjnego oraz oznaczony na plecach białym krzyżem. Warunki osadzenia były szczególnie uciążliwe: ciemności, wilgoć i zimno. Wobec więźniów stosowano głód i całkowitą izolację od pozostałych. Na zewnątrz osadzeni wychodzili pod strażą. Była to grupa Polaków o szczególnej roli społecznej, dysponująca dużymi możliwościami oddziaływania społecznego. Można przypuszczać, że z chwilą osadzenia został na tych ludzi wydany wyrok śmierci.

Udało mi się jeszcze jeden raz zamienić parę zdań z księdzem Infułatem. W trzeciej dekadzie października już nigdy nie widziałem księdza infułata, bowiem wszyscy zostali wywiezieni. Ja opuściłem koszary 28 października 1939 r. – zakończył relację współtowarzysz aresztowania.”

Aresztantów wywożono na rozstrzelanie do dwóch miejscowości. Pierwszą z nich był Tryszczyn pod Bydgoszczą, w którym zlikwidowano kilkaset osób, zidentyfikowanych po wojnie w ramach ekshumacji.

Drugim miejscem likwidacji osadzonych w koszarach była Dolina Śmierci w Fordonie, w której rozstrzeliwano ludzi szczególnie niebezpiecznych dla okupanta. Przytoczę tu zeznania pana Mieczysława Górskiego złożone przed urzędnikiem Starostwa Powiatowego w Bydgoszczy w dniu 10 stycznia 1946 r.: „Mieszkam w gromadzie Czarnówka, niedaleko hangarów lotniska szybowcowego majątku Miedzyń. Miałem sposobność często obserwować, jak Niemcy zwozili Polaków samochodami z kierunku Fordonu i Myślęcinka w wąwozy miedzyńskie, by tam ich mordować. Egzekucje zaczęły się w połowie października, trwały do połowy listopada 1939 r. Często dwa razy dziennie i też w porze nocnej. Ludność polską przywożono samochodami ciężarowymi aż do lotniska szybowcowego.

Każda osoba musiała się rozebrać do swetra lub koszuli i opróżnić kieszenie, pooddawać drobiazgi, jak książeczki do nabożeństwa, zegarki, obrączki itp.

Rzeczy te pozostały na miejscu. Następnie pędzono Polaków w stronę parowów, skąd za chwilę słychać było salwy karabinów maszynowych i ręcznych. Według mego obliczenia, w czasie od połowy października do dnia mego wysiedlenia, to jest do 14 listopada, stracono około 1400 osób. Chodziło o mężczyzn, kobiety,a także dzieci. Egzekucje wykonywali członkowie niemieckiego Selbstschutzu oraz formacji SS.

 Wśród tych, których ostatnia droga po tej ziemi wiodła do doliny miedzyńskiej, byli nauczyciele i lekarze, kapłani i prawnicy, rzemieślnicy i kupcy, policjanci i żołnierze, mężczyźni, kobiety, a nawet dzieci. Według największego prawdopodobieństwa wśród nich był również ksiądz Józef Szydzik – protonotariusz apostolski, infułat i delegat biskupi – proboszcz parafii św.Mikołaja. Dolinki i wzgórza miedzyńskie – zaciszne, spokojne dotąd miejsce, które służyło mieszkańcom Fordonu i okolic do rekreacji zimowych i spełniania marzeń o podniebnych lotach otrzymało nazwę Dolina Śmierci. Po zakończeniu wojny, z inicjatywy proboszcza fordońskiego księdza Sylki, w dolinie postawiono kamienny obelisk. Z inicjatywy księdza prałata Aszyka, od 1947 r. rozpoczęto tam spotkania modlitewne. W 1983 roku u wrót doliny wybrano miejsce pod kościół parafialny, który za patronkę otrzymał tytuł Matki Boskiej Królowej Męczenników. Z inicjatywy pierwszego proboszcza tej nowej parafii, księdza prałata Zygmunta Trybowskiego, powstała tam Droga Krzyżowa, jako symbol Golgoty XX wieku.

Trzecią tragiczną postacią wydarzeń w Fordonie 2 października 1939 roku był ksiądz wikariusz Herbert Raszkowski

 

Ksiądz Herbert Raszkowski urodził się 7 sierpnia 1906 we wsi Grodziczno na Pomorzu, w ówczesnym zaborze pruskim (niemieckim).Był synem Józefa i Pauliny. Sakrament Chrztu świętego przyjął w lokalnym kościele parafialnym pw. św. Piotra i Pawła. Szkołę średnią ukończył w 1926 roku. Maturę zdał w czerwcu tego roku na posiedzeniu kierowanym przez niejakiego Dr Czesława Frankiewicza z Torunia. Następnie studiował teologię w Seminarium Duchownym w Pelplinie i w Rzymie. Święcenia kapłańskie przyjął w grudniu 1930 roku. Mszę świętą prymicyjną odprawił 23 grudnia 1930 w kościele pw. św. Piotra i Pawła w rodzinnym Grodzicznie. Wiadomo, że przez pewien czas był wikariuszem w Świeciu niedaleko Bydgoszczy. W 1934 roku został tam kapelanem Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Następnie jako wikariusz posługiwał w parafii pw. św. Mikołaja w Fordonie.

W wyniku tzw. „Intelligenzaktion” (pl. „Akcja Inteligencja”) – akcja eksterminacji polskiej inteligencji i warstw przywódczych Pomorza, 2 października 1939 roku aresztowany przez lokalny oddział „Volksdeutscher Selbstschutz” i zamordowany publicznie na rynku miejskim, pod murami kościoła pw. św. Mikołaja. Ksiądz Raszkowski był jedną z ośmiu męczeńskich ofiar zamordowanych w tym dniu. Ciała pomordowanych pochowano we wspólnym grobie na tzw. starym cmentarzu.

Imię księdza Raszkowskiego znajduje się także na pomniku fordońskich ofiar niemieckiej okupacji stojącym na rynku w Starym Fordonie. Najstarszy brat ks. Huberta, Damazy, był komisarycznym prezydentem miasta Grudziądza we wrześniu 1939,gdy rozpoczęła się niemiecka agresja na Rzeczpospolitą, podpisał akt formalnej kapitulacji miasta. Inny z braci Huberta, Izydor, oficer polskiej armii, został także zamordowany przez Niemców. Jego najmłodszy brat, Stefan – przeżył niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz i wyemigrował do Szkocji.

Opracował Mariusz Odjas

Bibliografia:

  1. Henryk Wilk – Związek ks. prał. Antoniego Henryka Szumana z parafią św. Mikołaja
  2. Henryk Wilk – Fordońskie legendy i przypowieści
  3. swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM
  4. Henryk Wilk Golgota XX wieku w Dolinie Śmierci
  5. swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM
  6. Materiały dostępne na stronie internetowej parafii pw. Św. Mikołaja w Fordonie.